top of page
Szukaj
  • Zdjęcie autoraMarta Nowakowska

Ku Jezioru czyli epidemia po rosyjsku.



Ku Jezioru to rosyjski serial produkcji Netflix z 2020 roku. W oryginale o ciekawszym tytule, szczególnie gdy Covid szaleje dookoła – Epidemia. Serial Netflix oznacza że Netflix go sfinansował i miał kontrolę przy produkcji ale pomysł oryginalnie wyszedł od rosyjskiego producenta firmy 1-2-3 Production i scenarzystów Yana Vagner i Roman Kantor.

Ten serial to idealny przepis na serial sensacyjno-katastroficzny. Serial mówi o pandemii zdecydowanie gorszej niż ta, która nas teraz dotyka, bo trupy ścielą się często i gęsto. Opowiada historię grupki osób, dwóch – trzech rodzin (zależy jak liczyć) jeszcze przed pandemią znajdujących się w dosyć skomplikowanych sytuacjach. To co najważniejsze w serialu, pokazuje rosyjski realizm, rosyjską rzeczywistość, rosyjski sposób myślenia. A może trochę jak go sobie wyobrażamy, stereotypowy? W każdym razie to rzeczywistość bliska polskiemu widzowi. To, co przyciąga uwagę, to relacje międzyludzkie, szczególnie, że w serialu nie ma ani jednego tak zwanego normalnego małżeństwa. Jest wdowiec Leonid ze swoją dziewczyną w ciąży Mariną i niewiele od niej młodszą córką Poloną. Jest Sergiej ze swoją drugą żoną Anną i jej nastoletnim synem Miszą ale także ze swoją pierwszą ex-żoną Iriną, z którą ma małe dziecko. Misza ma do tego autyzm. Każdy z bohaterów reprezentuje inny typ człowieka. Mamy Irinę, wkurwiającą babę, kwestionującą każde decyzję, co wielokrotnie ratuje całą grupę z opresji, choć pozbycie się jej zdecydowanie zmniejszyłoby ilość konfliktów w grupie i idących za nimi wydarzeń, a także uniknęłoby ostatecznego problemu. Mamy dobrą panią psycholog , Annę analizującą wszystko dookoła, stojącą zawsze po stronie uciemiężonych, starającą się zachować etycznie. Jej syn autystyk oczywiście okazuje się w wielu sytuacjach jedyną osobą mogącą uratować resztę, ponieważ jego pamięć jest niezastąpionym źródłem wiadomości. Mamy bogatego Rosjanina Leonida, który uważa, że świat do niego należy, postępującego tak, żeby tylko jemu było dobrze i jego rodzinie, co za każdym razem kończy się na odwrót. Okazuje się, że jego dziewczyna Marina, z pozoru mało istotna postać, nie jest tak bardzo w nim zakochana jak myślimy z początku, a jego córka to wzór zbuntowanej nastolatki na dodatek z problemem alkoholowym. Pojawia się jeszcze ojciec Sergieja Borys, którego Sergiej porzucił w młodości, alkoholik. Pojawia się nie wiadomo skąd, żeby zabrać całą tę grupę z Moskwy do Karelii ratując prze milionami potencjalnych napastników. Karelia to jedna z najdalej na północ wysuniętych części Rosji, położona obok Finlandii. Cała droga odbywa się poprzez zaśnieżone lasy i boczne rosyjskie drogi. Różnorodne charaktery bohaterów dają mieszankę wybuchową doprowadzającą regularnie do konfliktów i najróżniejszych problemów opóźniających dotarcie na miejsce. Sytuacje jakie się im w większości przydarzają mogą się zdarzyć wszędzie, wywołuje je lego, głupota i zaściankowość ale już ich przebieg i rozwiązania są typowo rosyjskie. Na kłopoty zawsze się znajdzie gdzieś jakiś bimber, samochody wyglądają jakby miałem więcej lat niż bohaterowie, wymarzona docelowa dacza okazuje się być przerobionym samodziałowo statkiem z bardzo podstawowymi warunkami, każdy niemalże umie strzelać z kałacha, którego trzyma w wersalce, kobiety są waleczniejsze i rozsądniejsze od mężczyzn, zawsze znajdzie się weteran wojenny a na środku pustkowia opuszczona restauracja, w której pozostawiona kucharka zorganizuje ze wszystkich swoich zapasów dla zagubionych wędrowców imprezę suto polewamy alkoholem. To mi się tak podoba, że przymykam oko na błędy, błądki drobne jak: stumetrowy bieg do samochodu, który wcześniej stał pod domem, bo pakowali bagaże; straciwszy swoje bagaże bohaterowie nie próbują zdobyć ubrań na zmianę w żadnym z domu, w którym się pojawiają, w związku z tym stale chodzą w tych samych ubraniach; ubrania ich nie wyglądają jakby spędzili w nich tydzień, dzień i w nocy, brak kontynuacji historii z przestraszeniem małego chłopca na moście, który przez to zgubił się na dobę; skąd autystyczny chłopiec umie prowadzić samochód; a skoro autystyczny, to dlaczego czasami zachowuje się nieracjonalnie chodź wszyscy mówią, że to jest najbardziej racjonalna osoba; autystyk pomimo problemów z emocjami zakochuje się w równolatce. Bardzo drażni mnie fakt, że żaden bohater w tym serialu nie sprawdza trzy razy samochodu, czy został dobrze zamknięty, w związku z tym kradną im samochody i rzeczy z samochodów. To jest nieprawdopodobne dla każdego w Rosji jak i w Polsce pamiętającego komunę oraz lata 90te. Powinnam się też doczepić samego podstawowego założenia serialu, bez którego w ogóle by go nie było Dlaczego oni jadą na daleką Karelię, kiedy warunki, które mogą mieć w okolicach bliższych Moskwie są dużo lepsze, mają dostęp do lekarstw, do wody, prądu i tak dalej. Po drodze znajdują pałac, gdzie nie brakowało im niczego (oprócz ryb, które mają być w tytułowym jeziorze) ale porzucają go, uparcie jadąc ku jezioru. Ale zapomniałam o tych wszystkich niedoróbkach, gdyż serial mnie pochłonął swoją akcją, konfliktami między bohaterami, widokami, rosyjską duszą. A zdarza mi się to ostatnio bardzo rzadko. Obejrzałam prawie równolegle „Młodego Wallandera”, „Własnymi rękoma” ale mnie tak nie wciągnęły. Ja chyba po prostu wolę seriale antyutopijne, postapokaliptyczne.

39 wyświetleń0 komentarzy

Ostatnie posty

Zobacz wszystkie

Σχόλια


Post: Blog2_Post
bottom of page